Zamiast pracować z otwartą listą, nadajesz każdej części dnia zadanie, zanim dzień się zacznie. Jeden blok, jedno zadanie. Potem podążasz za planem. To wszystko.
Każda godzina ma cel, łącznie z odpoczynkiem. Gdy coś się przeciągnie, przesuwasz następny blok o dziesięć minut i działasz dalej.
Dwie albo trzy rzeczy, które naprawdę się liczą. Coś konkretnego: „naszkicować wstęp propozycji”. Jeśli nie potrafisz dokończyć zdania, blok Ci nie pomoże.
Najpierw to, co stałe. Spotkania, szkoła, obiad, siłownia. Planujesz wokół nich, a nie przeciwko nim.
Najlepsze godziny na najtrudniejszą pracę. Te dwie albo trzy godziny, gdy głowa jest czysta. E-mail i drobne zadania na porę niższej energii.
Bloki dłuższe, niż wydaje się wygodne. 60 do 90 minut. Krócej i ledwo się rozsiadłeś, a już koniec.
Zostaw luki. Zaplanuj 70 do 80% dnia, nie 100%. Pusta przestrzeń utrzymuje plan przy życiu, gdy coś się przeciągnie.
Bloki według koloru na osi czasu, wyraźne dźwiękowe sygnały przy przejściach. Bez konta, nic nie opuszcza Twojego urządzenia.
Zacznij jutro od trzech bloków: praca skupiona, e-mail i drobiazgi, planowanie kolejnego dnia. Trzymaj się tego przez tydzień. Niedoskonały plan i tak jest lepszy niż dzień, w którym tylko gasisz pożary.
Wizualny planer dnia, bez rozpraszaczy. Bez rejestracji. Naszkicuj trzy bloki, nadaj każdemu cel i miej cały dzień przed oczami.
Otwórz kartę i zobacz cały swój dzień